Wielu rzeczy w statucie napisanym przez prawników nie da się zawrzeć. Na przykład trudno wyjaśnić w dokumencie dedykowanym do sądów powszechnych czy też do urzędów wszystkie powody powołania stowarzyszenia, czyli „organizacji, której członkowie mają wspólne zainteresowania i cele”. Bo język prawniczy pozbawiony jest w dużym stopniu emocji, które niewątpliwie towarzyszą ludziom o wspólnych pasjach.

 

A naszą pasją jest wino, a także wszystko, co składa się na uniwersalną „kulturę winną” – począwszy od procesu uprawy winorośli, poprzez winifikację, kulturę picia, w tym zasady serwowania i degustacji, aż po konteksty społeczne i historyczne związane z winem. Po latach doświadczeń obcowania z „kulturą winną” wśród najważniejszych kontekstów społecznych są: przywiązanie do ziemi (terytorium uprawy winorośli), etos ciężkiej pracy, szacunek do tradycji oraz uczciwość. Bo bez tej ostatniej cechy dobrego wina zrobić się nie da.

 

Dlaczego wybraliśmy wina niemieckie? Bo to nasi najbliżsi „winni” sąsiedzi. Po prawdzie jedyny kraj, z którym graniczymy, zaliczany do potentatów tej branży, o tradycjach sięgających II wieku naszej ery, kiedy to nad Mozelę dotarli Rzymianie, rozpoczynając tam uprawę winorośli. Niemcy znajdują się w top 10 producentów tego trunku na świecie. Wielu winiarzy (winzer), stworzone przez nich dzieła oraz terroir (czyli to, co absolutnie niezbędne, by stworzyć wina znakomite), gdzie uprawiane są flagowe niemieckie szczepy jak riesling, silvaner czy spätburgunder (pinot noir), to uznane marki o niepodważalnej pozycji w światowej hierarchii budowanej przez wieki. 

Twórców trunku znad Renu, Mozeli, Ahru, Nahe czy Menu znajdziecie w najważniejszych światowych wydawnictwach poświęconych winiarstwu. Tak jak i cru – choćby mozelskie Urziger Wurzgarten i Piesporter Goldtropchen, Pechstein w Palatynacie lub Escherndorfer Lump i Centgrafenberg we Frankonii.

Z Polski do wielu wymienionych "małych rajów winnych" jest naprawdę niedaleko. Ze Szczecina, w którym się wychowaliśmy, jeszcze bliżej.

I druga kwestia. Klimat, jaki panuje w winiarskiej części Niemiec (kraju położonego na północ od Alp), wymaga większego nakładu pracy niż w krajach Południa (głównie Włochy i Francja) oraz zastosowania metod (w przypadku czerwonych odmian), których winiarze z Południa stosować nie muszą. Ci mają prawie gwarancję, że zawartość cukru w owocu i tak będzie wystarczająco wysoka. Nad Ahrem, by osiągnąć jego odpowiedni poziom, stosuje się agresywne cięcia winorośli, uzyskując w ten sposób silnie skoncentrowane wina. W Toskanii o to martwić się nie trzeba.

 

Okoliczności zatem wymuszają wyjątkową staranność, zaangażowanie i uczciwość (do tego terminu będziemy wielokrotnie wracać). Jakość po trudnych dla niemieckiego winiarstwa latach 70. XX wieku stała się priorytetem. Aby ją osiągnąć, trzeba jeszcze ciężej pracować, a wspomniana uczciwość w całym procesie jest niezbędna.

Niemieckie wina tak jak Bundesliga mają również inną fantastyczną cechę: bardzo dobrą korelację pomiędzy jakością trunku a jego ceną. Jest bez wątpienia jedną z najlepszych w Europie. W czasach  absurdalnie galopujących kwot, po jakie trzeba sięgnąć do kieszeni, porządne i bardzo dobre wina nadal kosztują najmniej. Nie znaczy, że są tanie, ale nadal są dostępne dla zwykłych śmiertelników.

 

Na koniec trzeba przypomnieć wyświechtaną frazę, którą niesłusznie  podawano w wątpliwość: „Niemieckie rieslingi są najlepsze na świecie”. My przekonując do niemieckich win, odwołamy się do… kulinariów. Skosztujcie szparagów z Frankonii podanych z tamtejszym silvanerem. Wszystkie wasze wątpliwości znikną. Całkiem słusznie.

error: Treść jest chroniona !!