Jeśli chcecie zobaczyć przemieszczający się bez zbędnego pośpiechu orszak zabytkowych aut prowadzonych przez bardzo bogatych jegomościów w charakterystycznych czapkach (wiadomo, jak to w kabriolecie) i poczuć nieco snobistycznego blichtru, to Niemiecki Szlak Wina, przecinający kraj związkowy Nadrenia Palatynat na pół, jest idealną drogą na taką obserwację.
I nie chodzi tylko o samo przejechanie 85 kilometrów, ale o 130 miejscowości znajdujących się na tym słynnym szlaku.
W przytłaczającej większości z nich (położonych między Bockenheim i Schweigen na granicy z francuską Alzacją) całe życie toczy się wokół wina.
Część tych wsi wygląda na wymarłe niczym w trakcie hiszpańskiej sjesty, ale wiele buzuje i tętni życiem, a są takie, które wymagają zastosowania wielu forteli, by zaparkować w nich auto i oddać się rozkoszom idyllicznego bytu – spożywaniu chłodnego rieslinga w cieniu kamieniczek, przechadzce pośród winorośli ze świeżą bagietką i twardym serem czy beztroskim leżeniem na trawie w winnicy i rozkoszowaniem się okolicznościami przyrody.
Opisując ten sielankowy model podróżowania Deutsche Weinstrasee należy przypominać nieustannie, że przeszłości wygumkować się nie da. Trasę szlaku kończy Deutsches Weintor (Niemiecka Brama Wina w gminie Schweigen-Rechtenbach) zbudowana w 1936 roku w neoklasycznym stylu, ulubionym przez niemieckich architektów pozostających w służbie Trzeciej Rzeszy. Wprawdzie sztuczna inteligencja będzie was przekonywać, że budowlę wzniesiono, by spopularyzować ten region winiarski i stworzyć nowe miejsca pracy po klęsce urodzaju w 1934 r., ale to tylko część opowieści. W internecie bez trudu znajdziecie zdjęcia gauleitera Josefa Bürckela, który otwierał Bramę 25 października 1935 r. Okoliczności i atmosfera tego wydarzenia mówią wiele o charakterze tego przedsięwzięcia.
Po II wojnie światowej w ramach denazyfikacji z budowli usunięto symbole narodowosocjalistyczne, w tym swastykę z płaskorzeźby. Warto o tym pamiętać, kończąc podróż w tym symbolicznym miejscu. Brama nadal stoi.
Palatynat to znakomita jakość win, południowy klimat oraz śródziemnomorska roślinność. Do bólu komercyjne, ale prestiżowe wydawnictwo Falstaff tak pisze o Pfalz: „przeszedł skok […] jakościowy w ciągu ostatnich dwudziestu lat; prawie nigdzie indziej nie ma tak dużego zagęszczenia […] winnic o doskonałej reputacji. Jednocześnie wszystkie części Palatynatu mają silną tożsamość; południowy Palatynat od Schweigen-Rechtenbach na granicy z Alzacją, przez Burrweiler, Birkweiler i Siebeldingen do Maikammer, znany jest przede wszystkim z odmian burgundzkich, które naturalnie rozwijają się na wapiennych glebach. Na łupku i czerwonym piaskowcu najlepiej rozwija się riesling. Najbardziej prestiżowa część Palatynatu leży w regionie Mittelhaardt, wokół miast Forst i Deidesheim. Tutaj jeden grand cru podąża za drugim na bardzo małym obszarze, a dobry tuzin historycznych winnic gwarantuje najwyższą jakość. Odmianą winogron jest prawie wyłącznie riesling; na tych glebach znajduje idealne warunki, by połączyć wyrafinowanie z pełnią smaku. Riesling dobrze rośnie również na północ od Bad Dürkheim, w Ungstein, Laumersheim, Grosskarlbach i Kallstadt. Wzdłuż wapiennych zboczy tego regionu, pinot noir ma […] również duże znaczenie”.
Palatynat, z prawie 24 tysiącami hektarów winnic, jest drugim co do wielkości niemieckim regionem winiarskim i składa się z dwóch obszarów – Mittelhaardt-Deutsche Weinstrasse i Südliche Weinstrasse. Najlepsze tutejsze gleby są piaszczyste, kredowe i bazaltowe. Łupki mają niewielkie znaczenie. Poza Pechsteinem (jeden z rzadkich przypadków gdy terroir jest ogrodzony) do kanonu tej krainy zalicza się Deidesheimer Paradiesgarten czy Ruppertsberger Gaishbohl.
Jak podkreśla Niemiecki Instytut Wina: „coraz większe znaczenie zyskują wina czerwone. Wśród nich są rześkie i świeże Weissherbst ze szczepu portugieser i owocowe spätburgundery. Wyjątkowy sukces odniósł także w Palatynacie dornfelder, który od kilku lat robi furorę. Ciemnoczerwony trunek przekonuje zwolenników wina wytrawnego o południowoeuropejskim charakterze. Podobnie ma się nowa odmiana regent. Obecnie już 40 procent winnic między Renem a pasmem Haardt obsadzonych jest czerwonymi odmianami, czyniąc tym samym Palatynat największym niemieckim regionem win czerwonych”.
Wybitni producenci, znakomite cru, wysublimowana kuchnia, migdałowce i figi na wyciągnięcie ręki oraz największy festiwal wina na świecie, odbywający się w Bad Durheim, przekonały nas (czworo członków stowarzyszenia), by zmierzyć się ze sławną Deutsche Weinstrasse. Wymarzony zabytkowy kabriolet (made in USA z lat 60. ubiegłego wieku) był pomysłem zbyt szalonym, ale camper wydawał się racjonalnym rozwiązaniem. Wysoki, długi i pojemny. Kartonów z winem można spakować dużo.
Nasze wspomnienia z tej podróży mogłyby posłużyć jako poradnik dla tych, którzy mają tylko wyobrażenia, a nie praktyczną wiedzę, czym w istocie jest wycieczka „domkiem na kółkach”.
Nadmienię tylko, że było wesoło, zaskakująco, a czasem groźnie i niebezpiecznie. Na bardzo wąskich i ciasnych uliczkach wielu urokliwych miasteczek bocznymi lusterkami dotykaliśmy ścian budynków. Niejeden balkon i taras oraz przebywający na nich obywatele, w większości na rauszu, przeżyli wspólnie z nami chwile grozy. Z tych wszystkich dramatycznych sytuacji udało się nam jakimś cudem wyjść bez szwanku. Nawet wjazd prawie przed schody ratusza i zablokowanie starówki znanego z większości folderów miasteczka nie zachwiał wiary w sens podróży tym specyficznym środkiem lokomocji. Nagrodą było wino (to od Mosbachera w Forst), spacer pomiędzy winnicami wzdłuż migdałowców i zdobycie cru Pechstein.
Sławek, który wymyślił dosyć osobliwy sposób na to, by wprost z drzewa migdały trafiały do nas w postaci przekąski, stał się naszym bohaterem, bo próby winne są nieodłącznym elementem enoturystyki. Tej uprawianej podczas wędrówek wśród „pól winogronowych” szczególnie.
Niemiecką Drogę Winną przejedziemy raz jeszcze. Co do tego nie ma wątpliwości. Ze 100-procentową pewnością nie wykorzystamy do tego celu campera.
