Rheingau

Obok rieslinga z Mozeli riesling z Rheingau jest niewątpliwie najbardziej znanym na świecie winem z Niemiec. Często jednak pomija się fakt, jak niewiele go jest. Obszar uprawy plasuje region co najwyżej w środku stawki pod względem wielkości. Ta oczywistość przypomniana przez specjalistów z magazynu „Falstaff” jest doskonałą wskazówką  dla naszych rodaków, którzy wszystkie  białe  wina znad Renu wrzucają do jednego worka doklejając etykietę „wina Reńskie”.To bardzo poważny błąd.

 

W konsekwencji nawet ci , którzy „piją i znają się na winach” (sic)  nie rozróżniają  Rheingau  od Rheinhessen. A przecież to właśnie Rheinhessen  największy region Niemiec  zalał polskie hipermarkety upiornym Liebfraumilch, czyli czymś, co tylko z nazwy wypełnia kryteria  wina.

 

 Wina z Rhaingau są na szczęście całkowitym przeciwieństwem grzechu, jaki popełnili niektórzy producenci w pogoni za łatwym i szybkim zyskiem. Do Hesji Nadreńskiej oczywiście wrócimy, a teraz zajmiemy się cnotami dzieł z okolic Rudersheim czy Assmannshausen.

 

https://www.deutscheweine.de/

Kaprysowi natury zawdzięczamy to, że Ren, który przeważnie zmierza w kierunku północnym, w okolicach Wiesbaden skręca niemalże pod kątem prostym na zachód. Skręca, by już po 30 kilometrach, w okolicach Rüdesheim am Rhein, znowu podążyć wcześniej wyznaczonym kierunkiem. Pasmo górskie Rheingau, przebiegająca ze wschodu na zachód odnoga masywu Taunus, powstrzymuje rzekę i zmusza ją do zmiany biegu. W ten sposób powstało na 50 stopniu szerokości północnej zakole Renu, a na wąskim pasie na prawym brzegu rzeki pomiędzy Wiesbaden i Lorch am Rhein – region winiarski Rheingau, który rozciąga się na wschód aż do Flörsheim-Wicker.

 

Ten piękny skrawek ziemi obsadzony jest winoroślą na powierzchni 3200 hektarów. Znany jest przede wszystkim z odmiany rheingauer riesling, która uprawiana jest na 2460 ha oraz ze spätburgundera, z którego znana jest przede wszystkim okolica Assmannshausen.

 

Marek Bieńczyk i Wojciech Bońkowski w „Winach Europy”, publikacji wydanej w 2005 roku, tak pisali o tutejszych rieslingach: „od mozelskich różnią się  jak dzień od nocy”. Są przede wszystkim wytrawne, a wina słodkie powstające z tego szczepu są skoncentrowane i potężne, zdolne do długiego dojrzewania. Niektóre z nich klasy spätlese (późniejszy o kilka dni zbiór winogron) ze świetnych cru zawierają sporo alkoholu – 13 procent i więcej. Zdaniem autorów zbliżają się w ten sposób do modelu alzackich rieslingów, „choć zachowują typowy dla win niemieckich egzotyczny i korzenny bukiet”.

 

Bez względu na to jak postrzegamy ten szlachetny szczep tutejsze metody jego uprawy i winifikacji dają wspaniałe rezultaty w postaci najwyższej jakości. W amerykańskim wydawnictwie „Wine Spectator” znajdziemy bez kłopotu testy wielu stworzonych tu butelek, które przyznają im ponad 95 punktów (znalazłem 98 pkt dla Kesselera z Assmannshausen; butelka oceniona przez ten prestiżowy magazyn  na amerykańskim rynku kosztuje  850 dolarów).

 

Wróćmy do charakterystycznego rieslinga z Rheingau. Na suchych, kamienistych południowych stokach może on przetrwać mroźne dni zimowe i wykorzystuje długi okres dojrzewania do wytworzenia wykwintnej owocowej kwasowości oraz aromatu. Już w roku 1775 klasztor Johannisberg odkrył zalety późnego zbioru winogron, a dziś rieslingi klasy spätlese są pokazowymi winami regionu. Od kilku lat wyróżnienie znakiem jakości Erstes Gewächs, czyli premier cru, jest dowodem na to, że regionalni winiarze napełniają butelki wyjątkowymi trunkami. Wina te pochodzą z klasyfikowanych najlepszych siedlisk, tzw. Erste Lage, a wytwarzane są zgodnie z bardzo wymagającymi i surowymi kryteriami.

 

Region Rheingau jest chętnie odwiedzany przez turystów. Jego winny krajobraz urozmaicają nastrojowo położone stare klasztory i zamki. Szlak Rheingauer Riesling Route o długości 120 kilometrów prowadzi przez malownicze miejscowości winiarskie. Po drodze wyszynki i gospody zachęcają do zatrzymania się i skosztowania regionalnego wina, a zabytki historii i kultury czekają na skraju drogi. Jeśli chcecie poczuć siłę oddziaływania Renu na wyobraźnię, spróbujcie dojechać do Niederwalddenkmal, Schloss Johannisberg, Hallgartener Zange ponad Oestrich-Winkel czy Bubenhäuser Höhe. Na pierwszym planie znajduje się dawne opactwo cysterskie klasztor Eberbach, jeden z najlepiej zachowanych obiektów klasztornych w Niemczech. Wzgórze Johannisberg jest znane nie tylko z noszącego tę samą nazwę zamku, który powstał na ruinach klasztoru, ale jest także miejscem ważnym dla historii wina. Stamtąd bowiem  wywodzi się tradycja  późnego zbioru winogron. Nie można zapomnieć o Instytucie Badawczym Uprawy Winorośli, Sadownictwa i Ogrodnictwa w Geisenheim, który dzięki swoim badaniom pośrednio przyczynia się do tego, że jakość jagody i finalny produkt jest coraz lepszy.

 

Winnice w regionie Rheingau oraz lokale gastronomiczne przez cały rok oferują kulinarne przeżycia na najwyższym poziomie. Warto tu wymienić marcowy festiwal wina i kuchni, organizowane pod koniec kwietnia dni smakoszy Rheingauer Schlemmerwochen, letnie festiwale muzyczne oraz wielkie święto regionu, czyli Glorreiche Rheingau Tage, które odbywa się w listopadzie. Wyjątkowym przeżyciem są także tradycyjne aukcje wina prowadzone w klasztorze Eberbach.

 

Trasę wzdłuż Renu niektórzy członkowie stowarzyszenia przejechali kamperem. Oczywiście z Rudersheim do Asmansshausen też należało pojechać wzdłuż rzeki, ale my na przekór rozumowi postanowiliśmy podnieść poziom adrenaliny w naszych organizmach, nie używając do tego celu wina. Pojechaliśmy przez góry niczym kolarze w Tour de France.

 

Ten niezbyt długi, ale bardzo wymagający odcinek zaliczyliśmy z trudem. Kamper to nie toyota land cruiser z napędem na dwie osie i silnikiem o mocy 250 koni mechanicznych. Delikatnie mówiąc nie do końca jest on przystosowany do pokonywania kilkusetmetrowej różnicy poziomu wzniesień, która jest tam standardem.

 

Ale za to do słynnych cru spätburgundera dotarliśmy z góry, a nie od strony rzeki. Parking osłonięty drzewami dającymi przyjemny cień, zejście do Renu wśród krzewów winorośli i otwierająca się przed nami przestrzeń wypełniły nas niepohamowaną radością. Byliśmy pijani powietrzem, szlakiem i cudownym krajobrazem. W miasteczku wypiliśmy nie najtańszego rieslinga, myląc 40 euro za butelkę z 14 (mimo, że dwie uczestniczki eskapady  biegle posługują się  niemieckim).

 

Ot taka drobna w skutkach pomyłka spowodowana stanem euforycznym. Ten, który nam wina sprzedawał to człowiek z drużyny Augusta Kesselera, jednego z najlepszych winiarzy w regionie. Zresztą wybitnych twórców wina jest tu zatrzęsienie, tak jak cru i rodzajów gleby. Mamy tu kwarcowe łupki, lessy, margle i gleby wapienne.

 

I jeszcze kamyczek do ogródka niemieckiej klasyfikacji win i „certyfikowanych 13 obszarów uprawy winorośli”. Winnice w Hochheim i okolicach nie leżą nad Renem, lecz nad Menem. Niemniej jednak pod względem winiarsko-geograficznym przypisane są  do regionu Rheingau.

 

Na koniec zaś niewesoła konstatacja. Rudersheim, które ma wspaniałą winną historię i wybitne cru, stało się ofiarą masowych najazdów turystów, którzy uczynili z tego miejsca najbardziej przaśną i kiczowatą wersję winnej stolicy środkowego Renu. Może nawet nie sami turyści, a biznes, który za tym stoi. Wielka szkoda.

error: Treść jest chroniona !!