Czy można czynić zarzut z tego, że większość wina wyprodukowanego w Wirtembergii (lesistej i pagórkowatej krainie położonej pomiędzy Hailbronem i Stuttgartem w dolinie rzeki Neckar) wypijają jej mieszkańcy? Tubylcy uznają bowiem, że skoro mają swoje, to nie istnieje powód, by pić cudze. Mają przy tym sporo racji, wziąwszy pod uwagę ich zamiłowanie do win czerwonych.
Jednocześnie o znacznej części swojej produkcji mówią z dystansem i z trochę przymrużonym okiem. Powstaje tu bowiem sporo win czerwonych o charakterze lekkim, łatwym i przyjemnym, sprawiających dużo radości. Bez pretensji do nazywania ich wielkimi, zbudowanymi czy skoncentrowanymi. Po prostu to świetne wina stołowe w najlepszym tego słowa znaczeniu.
Jednocześnie już przez trzecią dekadę widoczny jest proces, tam, gdzie to możliwe, tworzenia win wielkich. Spowodowany również wzrastającym popytem na wina czerwone.
Wirtembergia z 11407 hektarami upraw winorośli zajmuje czwarte miejsce wśród wielkich niemieckich regionów winiarskich. Tutaj udział odmian czerwonych w całkowitej powierzchni uprawnej winorośli wynosi 65 procent, a najbardziej znaną z nich jest niezmiennie trollinger.
To przyjemne w piciu wino nazywane jest narodowym trunkiem Wirtemberczyków i chętnie pija się je do regionalnych przekąsek.
Wirtembergia znana jest z tego, że poziom spożycia wina jest w tym regionie wyższy niż w innych. Trollinger ma znaczący udział w tym wyniku (przypuszczalnie także z powodu maratonu trollingera, który organizowany jest co roku w Heilbronn). Poza nim także schwarzriesling, lemberger oraz spätburgunder należą do odmian czerwonych znaczących w Wirtembergii, przeważnie spożywanych do bardziej wymagających potraw. W lecie pije się przede wszystkim wino typu schillerwein, specjał wytwarzany z białych i czerwonych winogron, albo rieslinga, który jest najważniejszą białą odmianą w Wirtembergii.
Winorośl uprawiana jest wzdłuż rzeki Neckar oraz w osłoniętych dolinach jej dopływów (Rems, Enz, Kocher, Jagst, Tauber), a nawet nad Jeziorem Bodeńskim. Sercem tego regionu winiarskiego jest obszar Württembergisches Unterland w środkowym biegu Neckar, a na południe od niego położony jest subregion Remstal-Stuttgart.
Udział cennych winnic położonych na stokach jest wysoki. Często winiarze uprawiają jedynie niewielkie poletka, tradycyjnie dostarczając plon do najbliższej spółdzielni winiarskiej. W Wirtembergii jest ponad 50 takich spółdzielni, które sprzedają około 80 proc. wirtemberskich win. Magazyn „Falstaff” przypomina, że do entuzjazmu Szwabów dla czerwonego wina przyczynia się również szkoła winiarska w Weinsbergu, która w ciągu ostatnich 50 lat wyhodowała wiele nowych barwnych odmian. Wśród nich jest na przykład dornfelder, a wśród jeszcze nowszych serii – cabernet dorsa i acolon.
Członkowie stowarzyszenia odwiedzili Wirtembergię po raz pierwszy ponad 35 lat temu, nie mając pojęcia, że piją wino z tego regionu. Bo rzecz działa się nad Jeziorem Bodeńskim w okolicy Nonenhorn. A przecież znaczna część upraw nad Bodensee przynależy do Badenii. W każdym razie to tam ze swoim serdecznym przyjacielem przeżyliśmy pierwszy Weinfest. Młode wino lało się na nim z beczki strumieniami. Już po godzinie od rozpoczęcia świętowania duża część gości stłoczonych przy wielkich ławach śpiewała nieznane nam pieśni, a jeszcze przed północą tańczyła na stołach. Wytrwaliśmy do godziny 1.
Druga wizyta była już zupełnie świadomym wyborem. Weingut Fürst Hohenlohe Oehringen to jeden z kilkunastu producentów wymienionych jako wspaniały (hervorragende Erzeuger) w najbardziej prestiżowym niemieckim wydawnictwie poświęconym sztuce winiarskiej przygotowanym przez Gerharda Eichelmana. I rzeczywiście, terroir oraz ciężka praca i wiedza przynoszą znakomite rezultaty. Sama góra Verrenberg, o wysokości 230-250 metrów i południowej ekspozycji, z dużej ilości gliny i wapienia, daje ogromny potencjał. Zagospodarowana od ponad 150 lat przez jednego winiarza o arystokratycznym pochodzeniu odwdzięcza się z nawiązką.
Winiarzy produkujących wina tej klasy w regionie jest co najmniej dwudziestu („Eichelman” 2025). Większość z nich wytwarza wina o różnych odcieniach czerwieni – od jasnego rubinu po głęboki granat. Napijecie się tu nie tylko „niemieckich specjałów”, ale i znakomitego merlota, caberneta franc („ojca” sauvignona), klasycznego zweigelta i uwaga: znakomitych, świetnie zbudowanych kupaży (cuvees).
Nasza rekomendacja brzmi: po czerwień w kieliszku warto tam pojechać, by tubylcy nie zawłaszczyli zawartości wszystkich beczek.
